Mysz, która tupnęła #1

Przyznaję się bez zbędnego bicia, że odnoszę się do tytułu angielskiego filmu z 1959 roku o tytule MYSZ KTÓRA RYKNĘŁA. Nie wdając się w szczegóły, w komedii tej maleńkie europejskie państwo niechcący powala na kolana amerykańskiego kolosa.

Coś w sam raz skrojone dla Polski, która z Jankesami ma teraz coraz więcej do czynienia, a jak celnie zauważa Jan Nowak w notatce na znanym portalu DONIESIENIA z PCIMIA pt. Turcja to pies?, nasza polityka zagraniczna wobec (obecnego) Wielkiego Brata nie istnieje. Dotyczy to zresztą polskiej (?) polityki zagranicznej w ogóle. Drugim fortepianem do robienia polityki zagranicznej, a którego wieko przytrzasnęło manikiury kolejnego ministra spraw zagranicznych, to fortepian o dźwięcznej nazwie poddańcze stosunki z Izraelem.

To, co w obrębie polityki zagranicznej wyczynia Delfin (in. Morawiecki Junior) czy NIE robi niejaki Czaputowicz biegający za MSZ-a, to nie jest nawet obraz nędzy i rozpaczy. Zwykłymi słowami tego nie da się opisać, chyba że sięgniemy po słownictwo meneli spod budki z piwem, ale i to dopiero po 16.oo. kiedy zmęczone codziennym trudem lumpen proletariaty będą już powoli, na swój sposób godnym krokiem zmierzały na tzw. zrzut.

Więcej fortepianów z przytrzaśniętymi manikiurami Czaputowicza nasza (?) polityka zagraniczna po prostu nie ma. Na Wschodzie jest, co prawda zimny ruski czekista Putin, ale on szalenie niebezpieczny jest i stąd nasz panicznych strach. Dyktator tego krwawego reżimu chce nas zjeść na surowo, a już pokazał co umie – wybrał Żółtowłosego na POTUS-a (president of the United States), zrobił Brexit, Makrela ledwie wygrała wybory, a mnie jakiś pies obsikał lewe przednie koło w samochodzie, kiedym był przejazdem! w (naszej) stolYcy. O Chinach w ogóle poważnie nie myślimy, bo to wszystko lipa i g… warta chińszczyzna i w ogóle daleko. Tym samym Chinoli, Rusków (i satrapę Łukaszenkę przy okazji) mamy gdzieś.

Jest jeszcze Eurosodoma, ale w końcu my tam jesteśmy po pierwsze zapisane, a jak już te Timermance czy inne Guje (czytamy go przez „g”, a nie jak tamtejsi!!!) nas straszą, to mamy w rzyci: – Orban nas obroni. Jobbik przy tej okazji gwiaździstej szmacie zrobi kolejną defenestrację. Co prawda w parlamencie węgierskim, ale co tam – to bratanki, a więc w końcu rodzina, a my rodzinni; zaraz Wielki Post się skończy i kolejne rodzinne święta będziem zaliczali. Tym samym, delikatnym postem w Wielki Piątek i tradycyjną szyneczką z chrzanikiem w Niedzielę Wielkanocną o swej niezbywalnej religijności i trwaniu przy wartościach jednoznacznie zaświadczymy…

Znaczy się – Eurosodoma niegroźna. Niech im zresztą wystarczy, że Rychu Cz. wykopany ze stołka za to, że pomylił pojęcia: ‚folksdojcz’ ze ‚szmalcowik’ przy czepianiu się tej pani, co to Haende Hoch ma w grafomańskim…. tfu! – grafinii tytule.

No, skoro robimy ten oblot paranoją… tfu! paralotnią naszej, pożal się Panie Boże i wszyscy święci, polityki zagranicznej i powiązanej geopolityki to puścimy wodze fantazji, a nawet oddamy się szkodliwym teoriom spiskowym. Tak, jakbyśmy spożyli pół flaszki Jasia Wędrowniczka wstrząsniętego (znów żeśmy delikatnie zahaczyli o kinematografię brytyjską) ze solidną szklanicą Borygo, lub ostatecznie koncentratu płynu do spryskiwaczy szyb w autach.

CDN                                                                                                             Jan Nowak