Jaki najmita? Wolny? Bezzwłocznie opodatkować!

Pada ostatni chyba już bastion wolnego rynku. Oto (nie)rząd Morawieckiego-Juniora opodatkuje pracę dorywczo pracujących na wsi. 

Kto jest dzisiaj wolnym najmitą? W czasach Marii Konopnickiej był to bardzo ubogi chłop, który musiał imać się każdej pracy by samemu przeżyć i by przeżyła, w sensie nieomal dosłownym jego rodzina.

Teraz? Teraz są to ludzie wolni w pełnym tego słowa znaczeniu. Pracować na umowę? Raczej nie pracują. Kiedy już pracują na jakąś*, są wynagradzani w najwyższym stopniu umiarkowanie**. Funkcjonują na kuroniówkach***, na zasiłkach z MOPS-ów, dostaną czasem jakieś talony, paczki żywnościowe. Są rodzinni, stąd 500+ to ich domena. Woda, prąd i gaz w mieszkaniu często odcięte za niepłacenie. Zimą skołują byle jakiego opału i do wiosny dociągną. Dzieci czasem kurator zabierze do ośrodka, bo środowisko patologiczne, te sprawy…

Teraz moje osobiste doświadczenia z panem o imieniu… na potrzeby niniejsze nazwijmy go Frankiem. Z drugiego już pokolenia post pegieerowskiego****. Absolutnie wolny człowiek, kocha roboty krótkie. Fachowiec budowlany. Glazury, podłogi, remonty, malowanie. Potrafi. I robi często na „czarno”, a właściwie na „szaro„. Ku zadowoleniu zamawiających, co doświadczeniem swoim potwierdzam. Uczciwy. Można mieszkanie mu zostawić i nigdy nic nie zginie. Chłopskie jeszcze wychowanie, taka kindersztuba.

W sezonie ogródkowym często z niego korzystam. Nie powiem, zdarza się mu nawalić i nie przyjechać do mnie PKS-em czy „szkolniakiem”. Och, wczoraj dwa piwa wieczorem za dużo (prosi, by płacić codziennie, to cecha charakterystyczna wolnych najmitów), albo wstać się nie chciało. Jest wolnym człowiekiem i nie wolno mieć pretensji. W końcu kiedyś robotę skończy.

Roboty stricte sezonowe przez wolnych najmitów, głównie kobiety brane są niechętnie. Kobiety jednak musza się tego imać, bo oferta sezonowa dla nich jest maleńka. Ogrodnicy i sadownicy dociśnięci cenami hurtowymi płacą grosze, a do tego robota okropna. Jak ktoś jest mieszczuchem i do tego nigdy w sadzie albo na polu zbierania truskawek nie spróbował – nie zna kompletnie tematu. Opodatkować tych ludzi, a może to być konieczność, bo policja skarbowa może nachodzić większe sady czy warzywnictwa, spowoduje jedynie dalsze zubożenie zbieraczy. Na koniec, w handlu będziemy mieli wyłącznie zagraniczne owoce i warzywa.

Wracajmy do mojego pana Franka, którego teraz (nie)rząd kierowany przez pozującego na nowego Kwiatkowskiego Mateusza Morawieckiego Juniora chce mi pana Franka opodatkować. W sumie to chyba ma mnie opodatkować? Niedoczekanie! Ani pan Franek nie da się opodatkować, choćby dlatego, że ma jakiegoś komornika i alimenty na łbie, ani ja się nie dam. Tutaj jest pełna solidarność okazjonalnego pracodawcy i wolnego najmity. Dyszka na godzinę do łapy i fertig! Czasem kupię panu Frankowi jedno lub dwa piwa. Papierosy też, ale za szlugi się raczej potrąca. Ja potrącam.

Na naszych oczach, nasze socjalistyczne państwo wytwarza kolejne regulacje i urzędnicze stołki do pilnowania tych regulacji. Perfekcja, zaiste perfekcja Żoliborskiej Grupy Rekonstrukcji Historycznej Przedwojennej Sanacji! Tyle tylko, że doświadczenia etatyzmu II RP tfurczo wzbogaca się (teraz psutym) PRL-owskim Kodeksem Pracy i nawykami klasy urzędniczej nabytymi jeszcze w czasach niesłusznych.

Impulsem do napisania tych kilku słów było zapoznanie się z artykułem z SE (konkretnie z serwisu internetowego superbiz.se.pl), gdzie dowiadujemy się, że zatrudnianie pracowników sezonowych (generalnie – w okresie letnim) będzie kosztować pracodawcę, bagatela, 300 złotych miesięcznie. Według Henryka Kowalczyka, komentującego to jeszcze w zeszłym roku – jest to NIEWIELE (podkr. Jan Nowak). Ten Pan był wówczas szefem Stałego Komitetu Rady Ministrów. Jest tak oderwany od rzeczywistości, iż nie jest świadom, że takie opodatkowanie poskutkuje – licząc zgrubnie – grabieżą fiskusa w wysokości jednej, dwóch godzin pracy robotnika sezonowego. Dziennie! Według obecnego Ministra Ochrony Środowiska Kowalczyka Henryka (Kowalczyk w styczniu br. zluzował słynnego Szyszkę) jest to NIEWIELE. No, ale kiedy takie kwoty ma się na waciki…

Jan Nowak

* – typy umów, ich „kompinacje” i ogólna umiejętność Polaków do skutecznego uwalniania się od opresji socjalistycznego państwa nie ma w świecie równych.

** – 10zł/godzinę. Pytanie: – netto czy brutto, może wynikać jedynie z zupełnej nieznajomości realiów. Nawiasem, zetknąłem się, jakieś 10 lat temu co prawda, z sytuacją, kiedy w byłym PGR kombajniście jakiś cwaniak, co to kupił hektary bo mu Peezele pomogły, płacił coś 2zł/godzinę. Kombajnista z rana, kiedy już zatankował (i ropę i kilka browarów) udawał się na najbardziej oddalony kawalek pola i zainteresowni paliwem dieslowskim mieli okazję wspomaganie faceta w jego nielatwej doli.

*** – slangowa nazwa zasiłku dla bezrobotnych; czasem mówi się: – Janek/Zocha jest na Kuroniu.

**** – kwestię „wyprodukowania” pół miliona bezrobotnych z PGR-ów jednym podpisem solidaruchów omówię kiedy indziej. To nie było tylko pół miliona tych praktycznie bezbronnych ludzi, którzy nie byli w stanie zafunkcjonować w tzw. gospodarce rynkowej zmyślonej przez „profesora” Balcerowicza, a wlaściwie przez hochsztaplerów w rodzaju Sachsa. Oprócz nich, na obrzeża społeczeństwa wyrzucono ich rodziny, często bardzo liczne.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o