Morawiecki niczym Pinokio

Jedynym wymiernym bo policzonym rzetelnie osiągnięciem, którym chwali się bezustannie premier (nie)rządu jest odzyskanie pieniędzy do budżetu z tzw. karuzel vatowskich. Inne pomysły i zamiary nadal pozostają wyłącznie w sferze fantazji, a raczej fantasmagorii bezwzględnego w obsikiwaniu sfer swoich  politycznych wpływów oraz mamieniu społeczeństwa, byłego bankstera.

Ale i ów „sukces” vatowski to dęta sprawa. Podobnie jak „sukcesy” na polu likwidacji bezrobocia, znaczącego wzrostu wynagrodzeń, repolonizacji, wywołania eksplozji dzietności dzięki „pierwszym tego rodzaju” programom rządowym, działań na polu wzmożonej opieki nad seniorami, jakościowej zmiany we wspieraniu rodzin z małymi dziećmi itd. itp. Te propagandowe opowieści intensyfikowane są szczególnie i do absurdu przed wyborami, pompując znaczenie rządowych programów ze znaczkiem „+”.

Bardzo „mały cud gospodarczy” Juniora

Zostawmy omówienie skuteczności  tych programów „+”  na kiedy indziej. Skupmy się na moment na sztandarowym „sukcesie” (nie) rządu Morawieckiego Mateusza, czyli domniemanych, ogromnych przychodach do budżetu odzyskiwanych w ramach podatku VAT. Najnowszą bzdurą nagłaśnianą przez propagandę jest, że wyniku walki z mitycznymi „mafiami” Polska odzyskuje rocznie więcej pieniędzy, niż otrzymuje netto z Unii Europejskiej (czyli po odliczeniu wpłacanej do UE składki). Przy okazji: aż dziw bierze, że nikt z grona tych „mafii” nie ma postawionych zarzutów prokuratorskich w kraju, ani nie jest ścigany lub przynajmniej tropiony przez międzynarodowe organa.

Podczas konwencji PIS w Jasionce premier irytował się, że wszyscy w Polsce mówią o środkach unijnych:

 – To są na pewno ważne środki, które pomagają nam, jak to ekonomiści mówią, zakumulować kapitał w jednym interwale czasowym po to, żeby zainwestować więcej środków w duże przedsięwzięcia, głównie infrastrukturalne –  mówił Morawiecki. Ten mały cud gospodarczy na razie jest mały, ale może być większy, to dlatego, że pozyskaliśmy więcej środków od bandytów, mafii VAT-owskich, przestępców podatkowych.  – To jest w budżecie (…) więcej środków od tych bandytów, którzy swobodnie sobie hulali po państwie polskim za czasów PO i PSL, więcej środków odzyskaliśmy niż środki unijne” (cytat za PAP). Co jeszcze usłyszeliśmy? Że od UE otrzymujemy rocznie ok. 25-27 mld zł netto (po przeliczeniu z euro), a dzięki rządowi PIS wpłynie z podatków łącznie ok. pięćdziesięciu kilku miliardów złotych powyżej trendu, jaki nadaje Polsce wzrost PKB.

To ma nas zapewne urabiać w przekonaniu, że (nie)rząd jest tak skuteczny, że Unia Europejska Polsce zupełnie niepotrzebna.

Ile, tak naprawdę jest tych pieniędzy

Jaka jest prawda? Łączny wzrost wpływów z VAT, akcyzy, CIT i PIT oraz pomniejszych podatków, wyniósł 12,2 mld zł  za 7-m-cy 2018 r. (w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku). (czytaj o tym -> TUTAJ, dostęp 12.10.2018). Osiągnięte to zostało przy jeszcze dobrej koniunkturze gospodarczej w Europie, której osłabienie niestety przewiduje już wielu poważnych ekspertów i ekonomistów. Wyciśnięcie od „mafii” zapowiadanych ponad 50 mld zł wyższych wpływów z podatków na koniec roku to kolejna bajeczka Juniora.

Nawet przy utrzymaniu przez (nie) rząd tej samej, rosnącej dynamiki ich ściągania (głównie mowa jest o rosnących wpływach z VAT) będzie to ok. 20,9 mld złotych ponad plan. Chyba, że (nie)rząd nałoży na nas kolejne daniny, co już wcześniej wykombinował, a o czym jeszcze nie wiemy, ale szybko przekonamy się o ich istnieniu na własnej skórze. Tak było m.in. z parapodatkami: „ekologicznymi”, daniną „solidarnościową”, opłatą paliwową i pomniejszymi. Już teraz (nie)rząd zaplanował dodatkowe wpływy z tych parapodatków na 2019 r. w wys. 8,4 mld zł. Można z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że na tym nie koniec.

Więcej z podatków niż dotacji z UE?

Powiedzmy to sobie otwarcie: Mateusz Morawiecki kłamie, że dodatkowe wpływy z podatku VAT przewyższają dotacje unijne. Warto przypomnieć, że Polska pozostaje największym w Europie beneficjentem budżetu UE na lata 2014-2020 (czytaj -> TUTAJ, dostęp 12.10.2018) , mając do wykorzystania 86,5 mld euro, (przy obecnym kursie 372 mld zł netto, czyli po odjęciu wpłaconej składki do kasy UE, nawet zwiększonej (obecnie do ok. 30 mld euro), jest to kwota 56,5 mld euro, tj.  ok. 242 mld złotych. Co roku dostajemy więc z unijnej kasy średnio ok. 34 mld zł. Są to wyłącznie tzw. dotacje bezpośrednie, nie licząc już różnych zwolnień, odroczeń i ulg dla polskiej gospodarki, czyli są to pieniądze z puli tzw. unijnej polityki spójności oraz z programu PROW (dotacji dla rolnictwa). W każdym przypadku jest to więcej pieniędzy, niż ostatecznie może „wycisnąć” Junior od unikających płacenia  VAT.

Nos Morawieckiego Juniora wydłuża się więc coraz bardziej. Tym szybciej, im głębiej (nie)rząd zanurza się i grzęźnie w bagnie propagandy sukcesu.

Jerzy Nowacki, 14.10.2018

 

   

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o