Awantury Trumpa i Erdogana z Putinem w tle

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Od momentu nieudanego zamachu (lipiec 2016) na prezydenta Turcji Recepa Erdogana, znacznie pogorszyły się stosunki tego kraju z hegemonem. Nie bez pewnych poszlak Turcja wskazuje na udział służb amerykańskich  w tej spartaczonej operacji.

Turcy mieli podobno dziękować Rosjanom za ostrzeżenie o możliwości tego zamachu. Pół roku później w niejasnych okolicznościach w Ankarze zastrzelono rosyjskiego ambasadora. Taka wymiana uprzejmości. Służbowych, można powiedzieć.

Turcja należy do państw poważnych i zna swoją cenę. Mało! Jest państwem na tyle suwerennym, że pomimo swego udziału w NATO potrafi pokazywać środkowy palec kierownikowi paktu, czyli USA.

Bodajże w kwietniu 2018 Turcy poinformowali Waszyngton, że nie mają zamiaru przejmować się groźbą amerykańskich sankcji w związku z kontraktem zawartym przez Turcję z Rosją na zakup S-400, rosyjskiego systemu obrony powietrznej. Pisaliśmy o tym -> TUTAJ. Także w tym samym miesiącu Putin i Erdogan symbolicznie rozpoczęli budowę w Turcji dużej elektrowni atomowej (info za Rzeczpospolitą -> TUTAJ, dostęp 25 lipca 2018) w oparciu o rosyjską technologię i w której Rosjanie obejmą 51% akcji (sic!).

Ameryka w końcu „wyszła z nerw”. 24 lipca Kongres zablokował dostawę do Turcji* myśliwców F-35. (link z Washington Times -> TUTAJ, dostęp 25 lipca 2018).

Nie trzeba było długo czekać na reakcję Ankary, nawiasem mówiąc której reakcja była niejako odwrotnością działań polskich (nie)rządów na powarkiwania znad Potomaku. Nie tylko ostatniego zresztą (nie)rządu, bo wszystkich od sławetnej transformacji ustrojowej. Transformacji robionej skądinąd pod dyktando Waszyngtonu.

Turcja zamiast paść na kolana (link z ww. źródła -> TUTAJ, dostęp 25 lipca 2018), jak to w zwyczaju szczególnie (nie)rządu Dobrej Zmiany, sama żachnęła się na Jankesów. I to już następnego dnia po zablokowaniu dostaw F-35! Oświadczyła mianowicie, że nie ma zamiaru przyłączać się do zaordynowanych przez Trumpa dla sojuszników Ameryki sankcji wobec Iranu. Szef tureckiej dyplomacji, Mevlut Cavusoglu oświadczył krótko: – będziemy nadal kupować ropę z Iranu.

Tak więc przed Donaldem Trumpem – i Ameryką w ogólności – pietrzą się nabierają pikanterii stosunki z wyjątkowo ważnym sojusznikiem w NATO. Turcja poluźniła sobie munsztuk i nic nie wskazuje na to, by relacje z USA miały w przyszłości być już relacjami suzerena i wasala. No, chyba, że w końcu uda się tam zaprowadzić demokrację. Może jakimś Majdanem…

Przyglądając się fatalnym relacjom na linii Ankara-Waszyngton, trzeba mieć koniecznie na uwadze bardzo istotny czynnik rozeźlający Turcję. Jest to poparcie Ameryki dla Kurdów, którzy chcą wykroić z Turcji solidny kawałek dla swojego wymarzonego państwa. Zamysły amerykańskie w tym względzie wyglądają może na wyjątkową tajemnicę, a są chyba jedynie funkcją chaosu w polityce zagranicznej Waszyngtonu za kadencji Trumpa. Wygląda to trochę tak, że w Waszyngtonie „rządzi ten, kto wcześniej wstanie”.

Swoją drogą, ciekawe czy w najbliższym czasie nie dojdzie do jakiejś wizyty na wysokim szczeblu Turków w Chinach lub odwrotnie. Chiny aspirujące do roli światowego hegemona są głównym przeciwnikiem hegemona obecnego. Hegemona, który rozbabrał mnóstwo konfliktów po całym świecie, chce teraz skrocić front, a tutaj np. taka wredna Turcja z tym Erdoganem, co to zabić się nie dał, śmie dopuszczać się takich niesubordynacji. Biedny ten Żółtowłosy. Szczególnie, że widmo Dallas wcale się nie rozwiewa…

Jan Nowak, 25 lipca 2018

* – sprawa ma tutaj pewien dodatkowy smaczek. Turcja jest uczestnikiem tego zbrojeniowego przedsięwzięcia i można chyba się założyć, że w tej chwili rządowi prawnicy w Ankarze pochylają się z wielką uwagą nad umową dotyczącą rzeczonego projektu. Pochylają się i na pewno wystąpią z prawnymi pretensjami.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o