Nacjonalizacją w Pogotowie

Czy wiecie, że oprócz „państwowego” pogotowia ratuje Polakom życie i zdrowie też 71 podmiotów niepublicznych? Ale, jak się okazuje, to wcale nie jest dobrze. Ma być inaczej. Na pierwszy ogień wytrawiający ma pójść duńska firma Falck . Ma być podobnie jak w PRL. Czyli wszystko jest „nasze”, czyli – „ich” . Bo „oni” wiedzą i zadecydują.

Lobbystami firmy Falck nie jesteśmy, należy jednak odnotować, że z tego, co słychać, zarówno ze stolycy, jak i z tzw. terenu, sprawuje się ten cały Falck na ogół dobrze. Na czas dojeżdża. Sanitariusze karetek są profesjonalni, szybcy i życzliwi. Ale okazało się, że komuś to przeszkadza. Wspomnijmy więc słowa byłej premierki, obecnie na zsyłce bez znaczącego wpływu na rzeczywistość, Szydło Beaty, jeszcze z jej expose:

 – Jest potrzebna państwowa służba tego typu zbudowana na podobnych podstawach co inne, służące ochronie obywateli służby państwowe.

Te „inne służby” to np. Policja i Straż Pożarna. Nie ta ochotnicza, bo ta jest nadal w krzepkich, gospodarskich rękach Waldemara Pawlaka (PSL), ale to jeszcze inna historia. Prywatnego pogotowia ma po prostu nie być. Ma być tylko państwowe. Jak za komuny. Jeszcze w październiku 2016 r. wysmażony został projekt ustawy, który w efekcie ma doprowadzić do wywłaszczenia prywatnych firm transportu medycznego. Pogotowie i ratownictwo medyczne tylko państwowe, tylko „nasze”! To znaczy „ich”. Projekt ów przymarzł jednak nieco w „konsultacjach”. Leżakuje sobie nadal w legislacyjnej zamrażarce, bo oko nie(rządu) zwróciło się teraz m.in. na kwestie wojny żydowsko-polsko-żydowskiej. Poza tym, w tzw. międzyczasie, w ramach Dobrej Zmiany – bis, strącony został z ministerialnego stolca pan Konstanty Xsiążę Radziwiłł, popychający wcześniej sprawę. Co nie oznacza, że w każdej chwili można ów projekt nacjonalizacyjno/repolonizacyjny odmrozić i klepnąć. Jeśli oczywiście taka będzie wola polityczna KC PIS-bis.

Nacjonalizację służby ratownictwa medycznego promuje w Nowogradzie (in. na ul. Nowogrodzkiej) szczególnie mocno wiceminister Marek Tombarkiewcz. To on poniósł dalej chorągiew po padłym Radziwille. Pomysłodawcą całości natomiast jest Robert Gałązkowski, dyrektor generalny Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Tombarkiewicz liczy na stanowisko nowotworzonego Krajowego Centrum Monitorowania Ratownictwa Medycznego (KCMRM). Korzyścią LPR będzie przejęcie okresowych szkoleń i certyfikowanie dyspozytorów i wszystkich ratowników. To niewyczerpane źródło kasy wprost z budżetu, nawet z pominięciem NFZ. Idzie o, bagatelka, o ok. 1,7 md zł, z tego duża część ma trafić do budżetu LPR. Ale nie tylko tam. Ale o tym zaraz.

Projekt Tombarkiewicza, oprócz wyrzucenia jednostek niepublicznych, no i oczywiście lekarzy z zespołów ratowniczych, przewiduje też likwidację konkursów ofert na najlepszą służbę ratowniczą. Zatem nie tylko o Falcka tu chodzi, chociaż w dużym stopniu o niego. Falck Medycyna to bowiem największa obecnie w Polsce firma ratownicza. Zatrudnia ponad 3500 ludzi, działa w 66 lokalizacjach na terenie 10 województw zamieszkałych przez ponad 2,3 mln ludzi i dysponuje 210 ambulansami.

Projektowana ustawa zaliczyła już negatywną opinią UOKiK, czego meNdia, tradycyjnie już nie wychwyciły. Chciano też ukryć fakt nieuchronnej konfrontacji z Unią Europejską i naruszenie umowy z Danią o wzajemnej ochronie inwestycji (tzw. umowy BIT). Zgwałceni Duńczycy mogą bowiem zwrócić się do międzynarodowego sądu arbitrażowego, który nałoży na Polskę (czyli – na nas wszystkich) stosownie wysoką i bolesną karę. Projekt jest sprzeczny z prawem unijnym, co potwierdza m.in. opinia MSZ. Także NIK raportuje, że brak jednostek niepublicznych uniemożliwi kontrolę społeczną kosztów i jakości świadczeń w systemie PRM.

https://www.nik.gov.pl/kontrole/P/16/037/

Ale jak ma być jedynie słuszne państwowe, to chyba będzie?

Nie Falck, tylko… fuck!. 

Jerzy Nowacki

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o